Formacja 2017 – Medytacja V

Medytacja V       Na drodze krzyżowej Jezusa z Matką Bolesną

PIETA

  1. „Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. Nie przystał on na ich uchwałę i postępowanie. Był z miasta żydowskiego Arymatei, i oczekiwał królestwa Bożego. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. » Łk 23,50-53

W przekonaniu Żydów po śmierci nawet największemu wrogowi należało okazać szacunek. Najpierw trzeba było zmarłemu zamknąć oczy (Rdz 46,4), serdecznie go ucałować (Rdz 50,1), a następnie natrzeć jego ciało wonnościami – mirrą i aloesem. Ciało owijano prześcieradłem, a poszczególne warstwy przesypywano wonnościami. Twarz zakrywano chustą (tzw. sudarionem), ręce i nogi przewiązywano opaskami (J 11,44). Pogrzeb Jezusa odbył się w dużym pośpiechu. Józef kupił płótna, zdjął ciało z krzyża i złożył w wykutym w skale grobie, a na wejście zatoczył kamień. Mateusz dodaje, że był to grób, który Józef przygotował dla siebie (Mt 27,57-60). Posiadanie prywatnego grobu na terenie własnej posiadłości było zwyczajem, który zamożniejsi Żydzi przejęli od Rzymian. Józef postąpił jak członek rodziny Jezusa, jakby był Jego rodzonym bratem – albo uczniem. Jeśli bowiem zmarły był nauczycielem, obowiązek pogrzebania ciała spoczywał na jego uczniach.

Czy w ważnych momentach potrafię przełamać lęk i dać świadectwo o mojej relacji z Chrystusem? Co materialnego lub duchowego oddałem Jezusowi z miłości do Niego? Za jaką postawę wiary doznałem wyszydzenia lub prześladowań?

  1. Wszyscy, co drogą zdążacie, przyjrzyjcie się, patrzcie, czy jest boleść podobna do tej, co mnie przytłacza, którą doświadczył mnie Pan, gdy gniewem wybuchnął. Zesłał ogień – z wysoka, kazał mu wejść w moje kości; zastawił sieć na me nogi, sprawił, że się cofnęłam; uczynił mnie spustoszoną, cierpiącą dzień cały.”. Lm 1,12-13

Odważny i pełen współczucia gest Józefa z Arymatei nie mógł załagodzić bólu serca Matki Najświętszej. Martwe ciało znalazło się w Jej ramionach, to martwe ciało wraz z przyjaciółmi złożyła do grobu. Kościół adoruje Maryję w Jej cierpieniu, nazywając ją Pietą. Pod Krzyżem spełniają się słowa proroctwa Jeremiasza o Jerozolimie zawarte w księdze Lamentacji. W Sercu Maryi ogniskuje się cierpienie i żałoba wszystkich kobiet, wszystkich czasów. Choć znamy wiele matczynych historii cierpienia i żałoby, historia Maryi jest jedyna, ponieważ wiąże się z miarą Jej Serca czystego, Niepokalanego, świętego i pewnego miłości.

Na ile potrafię spotykać Maryję w Jej doświadczeniu boleści? Czy potrafię przeżywać głęboką, a zarazem pełną ufność żałobę? Na ile odkrywam cierpienie jako ważny wymiar mojego powołania chrześcijańskiego?

  1. „Na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę. W przystępie gniewu ukryłem przed tobą na krótko swe oblicze, ale w miłości wieczystej nad tobą się ulitowałem, mówi Pan, twój Odkupiciel” Iz 54, 7-8

Ciemność tajemnicy krzyża prowadzi do światła zmartwychwstania. Ziarno obumiera, aby wydać owoc. Bezmiar Bożego gniewu, czyli „rany Boga” wywołanej grzechem znajduje swoje ujście w przebitym Sercu Syna. Ono jest oceanem, do którego spływa cały bezmiar zła, i z którego bierze początek prawdziwa, bezinteresowna, szlachetna i wieczna miłość. To serce adoruje Maryja na wieki jako źródło pociechy dla jej bolesnego Serca. Odkupienie jest potęgą miłości większej niż śmierć. Ogrom zła może zwyciężyć tylko Boża moc, ujawniona w uniżeniu Pana.

Czy potrafię ukryć moje cierpienia w sercu Jezusa? Czy w tym Sercu ukrywam także mój grzech, który wyznany staje się wybaczony? Czy historia Jezusowego zwycięstwa jest dla mnie źródłem pociechy w doświadczeniach krzyża? Czy właśnie Pan jest jedynym moim pocieszycielem?

Komentarze są wyłączone.